Ostatnio pochłania mnie przede wszystkim mój HAED, ale postanowiłam zrobić sobie małą odskocznię. Z mojej ukochanej serii NIMUE mam już wyszyte dwa elfy na ptakach - zimorodka i rudzika. Do kompletu pozostał jeszcze obrazek z sikorką.
Przy okazji przygotowań do nowego haftu postanowiłam wrócić do serii "Mój sposób na...". Może akurat komuś przydadzą się moje rady ;)
* * *
Moja przygoda z lnem zaczęła się ponad 5 lat temu. Jedyne czego żałuję w związku z tym to to, że zdecydowałam się na to tak późno!
Długo bałam się zacząć, bo wydawało mi się, że nie poradzę sobie z tymi maleńkimi dziureczkami - na Aidzie łatwiej liczyć kratki.
Ale jak to z wieloma rzeczami w życiu bywa - wystarczyło spróbować.
Zanim w ogóle zaczęłam podczytywałam post Ani o lnie. Zdecydowałam się spróbować na Belfaście 32ct - krzyżyki na nim mają wielkość taką jak na Aidzie 16ct. Nie są ani za duże, ani za małe.
Jak pewnie wiecie - nie wyszywam w rękach. Żeby dobrze mi się wyszywało muszę mieć dobrze napięty materiał - na tamborku lub na ramce q-snap. W ogóle uważam, że jak len to tylko na tamborku - bo jest to dość wiotki materiał.
Pierwsze co robię to wyznaczam margines - nie ma wtedy szansy na to, że odetnę za mały kawałek materiału. Przy większych obrazkach jest to zwykle 4-5cm.
Kratkowanie materiału jest dla mnie zbędne - jedyne co zaznaczam nitką to ogólne wymiary wzoru. Ale to na Aidzie. Na lnie natomiast robię coś w rodzaju fastrygi - co 10 krzyżyków (czyli co 20 oczek jeśli wyszywam co dwie nitki).
Przy mojej pierwszej pracy na lnie zaznaczyłam taką fastrygą każdy rząd. Teraz oczy już mi się przyzwyczaiły i w zupełności wystarcza mi tylko to ogólne zaznaczenie wielkości wzoru.
Do zaznaczania wybieram nici w kontrastowym kolorze. Chciałabym spróbować z nicą monofilową ale póki co nie udało mi się jej znaleźć w UK...
Wyszywam z góry na dół, od strony lewej do prawej. Wybieram jakiś element wzoru i od niego zaczynam. W przypadku tego obrazka zdecydowałam się zacząć od głowy elfa. Sprawdzam we wzorze ile kratek jest od góry i od boku. Skrupulatnie liczę wszystkie oczka - tak ze 4 razy żeby być pewną, że się nie pomyliłam. Na lnie sprawdza się metoda pętelkowa zaczynania nici (choć korzystam również z takiego zahaczania nitki).
Dopiero kiedy mam wykonany pierwszy półkrzyżyk zakładam tamborek lub ramkę. I zabieram się do pracy :)
Te przygotowania i liczenie tylko wyglądają na takie skomplikowane ;) Stosuję tę metodę z powodzeniem i przy lnie, i przy Aidzie. Trzeba tylko uważnie liczyć - nawet kilka razy, zwłaszcza przy maleńkich oczkach na lnie. Dobrze wyznaczone miejsce pierwszego krzyżyka to połowa sukcesu :)
Już planuję kolejny post z tej serii - tym razem postaram się odczarować backstitche :)















