Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mój sposób na.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mój sposób na.... Pokaż wszystkie posty

23 lipca 2018

Mój sposób na... len

A właściwie na samo rozpoczynanie pracy na lnie.


Ostatnio pochłania mnie przede wszystkim mój HAED, ale postanowiłam zrobić sobie małą odskocznię. Z mojej ukochanej serii NIMUE mam już wyszyte dwa elfy na ptakach - zimorodka i rudzika. Do kompletu pozostał jeszcze obrazek z sikorką.
Przy okazji przygotowań do nowego haftu postanowiłam wrócić do serii "Mój sposób na...". Może akurat komuś przydadzą się moje rady ;)

* * *
Moja przygoda z lnem zaczęła się ponad 5 lat temu. Jedyne czego żałuję w związku z tym to to, że zdecydowałam się na to tak późno!
Długo bałam się zacząć, bo wydawało mi się, że nie poradzę sobie z tymi maleńkimi dziureczkami - na Aidzie łatwiej liczyć kratki. 
Ale jak to z wieloma rzeczami w życiu bywa - wystarczyło spróbować. 
Zanim w ogóle zaczęłam podczytywałam post Ani o lnie. Zdecydowałam się spróbować na Belfaście 32ct - krzyżyki na nim mają wielkość taką jak na Aidzie 16ct. Nie są ani za duże, ani za małe.

Jak pewnie wiecie - nie wyszywam w rękach. Żeby dobrze mi się wyszywało muszę mieć dobrze napięty materiał - na tamborku lub na ramce q-snap. W ogóle uważam, że jak len to tylko na tamborku - bo jest to dość wiotki materiał.

Pierwsze co robię to wyznaczam margines - nie ma wtedy szansy na to, że odetnę za mały kawałek materiału. Przy większych obrazkach jest to zwykle 4-5cm.


Kratkowanie materiału jest dla mnie zbędne - jedyne co zaznaczam nitką to ogólne wymiary wzoru. Ale to na Aidzie. Na lnie natomiast robię coś w rodzaju fastrygi - co 10 krzyżyków (czyli co 20 oczek jeśli wyszywam co dwie nitki).
Przy mojej pierwszej pracy na lnie zaznaczyłam taką fastrygą każdy rząd. Teraz oczy już mi się przyzwyczaiły i w zupełności wystarcza mi tylko to ogólne zaznaczenie wielkości wzoru.


Do zaznaczania wybieram nici w kontrastowym kolorze. Chciałabym spróbować z nicą monofilową ale póki co nie udało mi się jej znaleźć w UK...

Wyszywam z góry na dół, od strony lewej do prawej. Wybieram jakiś element wzoru i od niego zaczynam. W przypadku tego obrazka zdecydowałam się zacząć od głowy elfa. Sprawdzam we wzorze ile kratek jest od góry i od boku. Skrupulatnie liczę wszystkie oczka - tak ze 4 razy żeby być pewną, że się nie pomyliłam. Na lnie sprawdza się metoda pętelkowa zaczynania nici (choć korzystam również z takiego zahaczania nitki).



Dopiero kiedy mam wykonany pierwszy półkrzyżyk zakładam tamborek lub ramkę. I zabieram się do pracy :)


Te przygotowania i liczenie tylko wyglądają na takie skomplikowane ;) Stosuję tę metodę z powodzeniem i przy lnie, i przy Aidzie. Trzeba tylko uważnie liczyć - nawet kilka razy, zwłaszcza przy maleńkich oczkach na lnie. Dobrze wyznaczone miejsce pierwszego krzyżyka to połowa sukcesu :)

Już planuję kolejny post z tej serii - tym razem postaram się odczarować backstitche :)

28 października 2017

Mój sposób na... obliczanie wielkości materiału potrzebnego do haftu

Obserwuję wiele blogów i grup hafciarskich. Zauważyć można, że jednym z wielu problemów - na początku przygody z haftem, ale i po latach praktyki - jest wybór odpowiednio dużego kawałka materiału.

Dramatycznie małe marginesy (kilka kratek albo centymetr zapasu):
- sprzyjają wysnuwaniu się nitek z brzegu kanwy czy lnu (na Luganie czy np. Belfaście łatwiej, na sztywnej Aidzie Zweigart trochę trudniej)
- utrudniają naciągnięcie materiału na tamborek (podejrzewam, że wyszywania w rękach też nie ułatwiają, zwłaszcza gdy trzeba wypełnić krzyżykami każdy róg pracy)
- utrudniają oprawienie obrazka

Złe obliczenia mogą prowadzić do potrzeby sztukowania kanwy, co nie zawsze niestety może się udać.

* * *

Kiedy zaczynałam wyszywać też tego nie umiałam. Nie miałam pojęcia że kanwy mają różne gęstości (o tym za moment), że trzeba zostawić spory margines, że haftu nie zaczyna się od brzegu materiału.
Sama musiałam sobie poradzić, wymyślić jak to dobrze zrobić bo nie było internetu, aplikacji na telefon etc.

Chciałabym w tym poście przedstawić MOJE sposoby na obliczanie wielkości potrzebnego materiału.

* * *

Jak już wspomniałam wyżej - materiały do haftu mają różne gęstości. Jedne są rzadsze, inne gęstsze. Ich rozmiar oznacza tajemnicze "ct" - a jest to nic innego jak liczba krzyżyków na cal. 
Cal jest jednostką imperialną, pozaukładową i wynosi ok. 2,54 cm. 
Przy wyborze gęstości materiału możemy kierować się ilością krzyżyków na cal lub na 10 cm (ok. 4 cale). 

Popularne gęstości kanwy:
- 14ct -> 14 krzyżyków na cal lub 54 na 10 cm
- 16ct -> 16 krzyżyków na cal lub 64 na 10 cm
- 18ct -> 18 krzyżyków na cal lub 72 na 10 cm
- 20ct -> 20 krzyżyków na cal lub 80 na 10 cm

Popularne gęstości lnu i tkanin typu evenweave:
- 25ct (np. Lugana Zweigart) -> 25 krzyżyków na cal lub 100 na 10 cm
- 27ct (np. Linda Zweigart) -> 27 krzyżyków na cal lub 108 na 10 cm
- 32ct (np. len Zweigart Belfast) -> 32 krzyżyki na cal lub 128 na 10 cm (co jedną nitkę)
                                                 -> 16 krzyżyków na cal lub 64 na 10 cm (co dwie nitki)
- 35ct (np. len Zweigart Edinburgh) -> 35 krzyżyków na cal lub 140 na 10 cm (co jedną nitkę)
                                                      -> 17/18 krzyżyków na cal lub 68/72 na 10 cm (co dwie nitki)
- 40ct (np. len Zwiegart Newcastle) -> 40 krzyżyków na cal lub 160 na 10 cm (co jedną nitkę)
                                                      -> 20 krzyżyków na cal lbu 80 na 10 cm (co dwie nitki)

Jak łatwo zauważyć - im wyższy numer przed "ct" tym materiał jest gęstszy -> więcej krzyżyków zmieści się w calu/10 cm.

Po co w ogóle nam ta wiedza? Po to, byśmy wiedzieli jak dużego materiału będziemy potrzebować do konkretnego haftu. Możemy to policzyć znając właśnie gęstość materiału oraz wysokość i szerokość haftu. Pamiętać należy także o dodaniu marginesu - przy większych pracach dodaję co najmniej 5cm materiału z każdej strony.
            
Na gęstszym materiale obrazek wygląda lepiej i przy odpowiednim doborze ilości nitek unika się prześwitów. 
Jedną nitką wyszywam na Luganie 25ct i kanwie 20ct, robię nią także backstitche (chyba że wzór mówi inaczej). Do wszystkich pozostałych gęstości wybieram 2 nitki.
Do jednej nitki, kanwy 18ct i backstitchy używam igły w rozmiarze 28.
Do kanwy 16ct, lnu Belfast i kanwy plastikowej używam igły w rozmiarze 26.

* * *

A teraz praktyka, czyli JAK to obliczyć. 
Oczywiście nie robię tego na piechotkę, ale używam odpowiednich aplikacji.

O jednej z nich pisałam w poście o aplikacji Floss Checklist:


Można także skorzystać z kalkulatora na TEJ STRONIE:


Strona ta ma dodatkowy atut - można od razu dodać do obliczeń margines, a wynik który otrzymamy to całość potrzebnego materiału a nie tylko wielkość haftu.

I aplikacja, i strona podaje wynik w calach, ale przeliczenie tego na centymetry nie jest problemem. Można podzielić wynik przez 4 lub użyć dwustronnej miarki krawieckiej (z jednej strony podane są centymetry, z drugiej cale).

* * *

A jak policzyć "na piechotkę"? Z proporcji :)

Prosty przykład: haft o wymiarach 50 na 50 krzyżyków, gęstość kanwy 18ct.
18ct to 18 krzyżyków na cal lub 72 krzyżyki na 10 cm.

72 krzyżyki/10 cm
50 krzyżyków/x cm

Liczymy na krzyż:

72*x = 50*10
72*x = 500
x = 500/72
x = 6,7 cm

Musimy pamiętać, że to wymiary orientacyjne. 

* * *

Mam nadzieję, że ten post komuś się przyda ;) Dajcie znać jak Wy obliczacie wielkość potrzebnego materiału - liczycie "na piechotkę" czy tez używacie specjalnych kalkulatorów? Jakie są wasze doświadczenia z marginesami?

Dziś trochę teoretycznie podeszłam do tematu, za jakiś czas planuję pokazać jak takie obliczanie wygląda w praktyce :)

11 kwietnia 2016

Mój sposób na... zapanowanie nad mulinowymi zapasami

UPDATE 2019
Jakiś czas temu - przy okazji zmiany telefonu - z przykrością odkryłam, że tej aplikacji nie da się już kupić w sklepie Play :( Znalazłam jej zamiennik - na pewno napiszę o nim post.


Jestem pewna, że wśród moich Czytelniczek znajdą się liczne zakupoholiczki i kolekcjonerki mulin.
Nie jest Wam czasem trudno zapanować nad tym kolorowym chaosem i ogarnąć co macie, a czego jeszcze brakuje?
Problemu nie ma, kiedy początkująca hafciarka dopiero kolekcjonuje tę czy tamtą paletę nici. Ale te bardziej doświadczone swoje motki mogą liczyć w setkach! 

Dziś napiszę o moim sposobie na ogarnięcie mulinowych zapasów - o aplikacji Floss Checklist.
Towarzyszy mi ona od prawie trzech lat - dziś już nie wyobrażam sobie hafciarskiego życia bez niej.

Jest to aplikacja przeznaczona dla smartfonów działających na Androidzie. Niestety nie jest darmowa. Koszt jej zakupu jest jednak niewielki: 4PLN / 0,61£ / 0,69€. Można ją znaleźć w sklepie Google Play -> TUTAJ.

Tak wygląda ikona aplikacja na telefonie:


Opcje, z których możemy korzystać to lista zakupów (Shopping List), kalkulator rozmiaru kanwy (Canvas Size Calculator) oraz organizowanie nici według producentów:



Do wyboru mamy wiele popularnych marek, niestety autorzy aplikacji nie uwzględnili polskiej Ariadny - co oczywiście może być problemem dla wielu polskich hafciarek...

* * *

ORGANIZACJA NICI

Aby rozpocząć organizowanie należy wybrać interesującą nas markę nici. Najłatwiej jest mi to pokazać na przykładzie DMC, bo tych nici mam najwięcej.

Po wybraniu marki wyświetlą się niciane opcje - od bawełnianych (6 Strand) przez cieniowane (Color Variations) i metaliczne (Metallic Embroidery) aż po nici pamieciowe (Color Infusions Memory Thread):


Danego koloru nici możemy szukać alfabetycznie:


lub po numerach - jednak najpierw należy wybrać taką opcję. Na stronie gdzie wyszczególnione mamy rodzaje nici należy przycisnąć klawisz operacyjny i wybrać "Sort By Code":


wtedy ukaże się taka lista:


Strzałki przy nazwach i numerach nici służą do zaznaczenia stanu naszych zapasów. Jeśli potrzebujemy któregoś koloru wybieramy opcję "Need" (potrzebny kolor pojawi się automatycznie na liście zakupów).

Opcja "Filter" służy do wyszukania nici po kolorze lub nazwie. Pokażą nam się wtedy wszystkie dostępne opcje:



* * *
LISTA ZAKUPÓW

Jak już wspominałam - po wybraniu opcji "Need" szukany kolor automatycznie pojawi się na liście zakupów:


Po zrobieniu zakupów odznaczamy Need - pamiętając, by zaznaczyć strzałką że kolor mamy kupiony lub uzupełniony. Zniknie on wówczas z listy zakupów.

* * *
KALKULATOR ROZMIARU KANWY

Aplikacja oferuje nam jeszcze jedną przydatną funkcję - możliwość obliczenia jak duży wyjdzie wyszywany obrazek. Wystarczy uzupełnić pola - szerokość (width) i wysokość (height) haftu oraz rozmiar materiału (fabric count). Wynik otrzymamy w calach:


Opcja "stitched over 2" pozwala zobaczyć różnicę w rozmiarze haftu na lnie.
Bez zaznaczenia tej opcji (len o gęstości 32ct):


i po jej zaznaczeniu (wielkość haftu wyjdzie wtedy podobna do tej na kanwie o gęstości 16ct):


* * *
ZALETY APLIKACJI

Subiektywne, ale myślę że po tych kilku latach już tę aplikację rozpracowałam ;)

- możliwość opanowania mulinowego chaosu i w czytelny sposób zapisanie sobie jakie nici mamy już w kolekcji,
- szybkie zaznaczenie których kolorów nam brakuje i osobna zakładka z listą zakupów,
- obliczenie wielkości haftu i możliwość jej sprawdzenia dla różnych gęstości materiałów.

* * *
WADY APLIKACJI

- nie jest darmowa, a jej zakup wymaga dostępu do karty kredytowej lub PayPala,
- dostępna jest tylko w języku angielskim. Jest jednak bardzo intuicyjna a wybrane opcje łatwo można sobie przetłumaczyć,
- nie uwzględniono nici Ariadna,
- wielkość haftu podawana jest tylko w calach.


Jestem bardzo ciekawa kto z Was korzysta z tej aplikacji, a kto po dzisiejszym poście skusi się na jej zakup. Dajcie znać czy recenzja jest czytelna i zrozumiała. Wszelkie uwagi na temat wad i zalet są mile widziane :)

Post nie jest sponsorowany. Nie czerpię żadnych korzyści finansowych z faktu, że opisałam Wam tę aplikację. 

Użytkowniczki iPhonów korzystać mogą z aplikacji Thread Tracker. Można o niej poczytać TUTAJ.

18 grudnia 2015

Świąteczna gwiazdka

W tym roku haftów świątecznych u mnie niewiele... nawet tegoroczne kartki, choć ręcznie robione, nie były wyszywane.

Katarzyna dała mi ostatnio trochę do myślenia... jakby tu zszyć zawieszkę o innym kształcie niż kwadrat? Pojawiło się zatem wyzwanie ;) Poszukałam tu i tam i w końcu padło na gwiazdkę. Choinki z tym motywem widywałam już na blogach i właściwie sama byłam ciekawa jak mi pójdzie zszywanie tego cuda ;)
Wzór pobrany z samego źródła -> TUTAJ.

Tak wygląda moje maleństwo - w najszerszym miejscu ma 6cm.



Zdecydowałam się na najmniejszą gwiazdkę, Aidę Zweigart 18ct i proponowane kolory DMC - 986 i 321.



Z kwadratową czy prostokątną zawieszką nie ma problemu - bo do zszycia są tylko cztery rogi i to wypukłe. Gwiazdka to większe wyzwanie, bo trzeba się uporać z rogami wklęsłymi...
Przed zszywaniem warto zagiąć brzegi wzdłuż wyszytej obwódki, a potem dokładnie przykładać do siebie zszywane brzegi. Zszywamy tak samo jak biscornu:


Zszyta połówka;


Nie miałam pomysłu jak wszyć wstążeczkę żeby zrobić gwiazdkową zawieszkę - dlatego na razie będzie mi służyć jako poduszeczka na igły. A tych - jak wiadomo - nigdy dość ;)

Ciekawa jestem czy zdecydujecie się na wyszycie takiego malucha ;)

29 maja 2015

Mój sposób na... zdjęcia

W ostatnim czasie na kilku hafciarsko-rękodzielniczych blogach pojawiły się notki na temat blogów/blogowania/tego, czego się w blogowaniu nie lubi.

Muszę przyznać, że od pewnego czasu i mnie taka tematyka chodzi po głowie. Chciałam się jednak skupić tylko na jednej rzeczy - na zdjęciach.

Od razu chcę zaznaczyć, że to tylko mój pogląd, moje odczucia - nie namawiam nikogo do zmian, niczego nie narzucam, może nawet nie radzę. Chciałam się tylko podzielić pewną refleksją.

Kilka miesięcy temu dostałam dobrą radę od pewnej blogerki - Urszuli Phelep. Poprosiłam ją by mi doradziła co mogłabym na moim blogu zmienić, by jego odbiór był lepszy. Chodziło wyłącznie o sferę wizualną, bo wiadomo że treść to indywidualna sprawa każdego blogera.

Urszula poradziła mi wtedy, by na blogu umieszczać większe zdjęcia. Niby takie proste, a sama na to nie wpadłam ;) Bo przecież właśnie o to chodzi na blogach rękodzielniczych - o pokazanie tego, co tworzymy. A co da się zobaczyć na maleńkich zdjęciach?

Przy dodawaniu zdjęć do notki blogger domyślnie ustawia je jako "średnie".


Wystarczy kliknąć dodawane zdjęcie i wybrać rozmiar "bardzo duży".



Jeśli po opublikowaniu posta okaże się, że zdjęcie jest za szerokie, trzeba zmienić ustawienia szablonu (układ -> projektant szablonów -> dostosuj ustawienia szerokości).

Odwiedzam mnóstwo hafciarskich blogów - głównie dla zdjęć, ale tekst też jest dla mnie ważny. Przyjemniej mi się je odwiedza, kiedy zdjęcia są duże, wyraźne, jasne. Lubię je sobie powiększyć i przyjrzeć się szczegółom. Ale niestety jest to niemożliwe, kiedy wyświetlają się w widoku Lightbox...

Nie jestem ekspertem od zdjęć, nie skończyłam żadnego kursu i pewnie to, jak fotografuję pozostawia wiele do życzenia. Ale staram się, by to co pokazuję na blogu było miłe dla oka. Dlatego kieruję się kilkoma zasadami:

- zdjęcia publikowane na blogu robię aparatem cyfrowym z włączoną opcją makro (przycisk z kwiatkiem) - umożliwia to fotografowanie obiektów z bliska bez rozmazywania obrazu. Nie mam super lustrzanki ale zwykły aparat, do tego z uszkodzoną lampą błyskową więc robienie zdjęć po zmroku zupełnie odpada...

- dlatego zdjęcia robię tylko w ciągu dnia, w miarę możliwości wybieram dni czy momenty kiedy jest w miarę jasno (a niestety tu gdzie mieszkam niewiele jest naprawdę pięknych i słonecznych dni), zdjęcia robię na parapecie. Kiedy sytuacja mnie do tego zmusza i muszę zrobić zdjęcie kiedy jest szaro lub ciemno, doświetlam obiekt lampą z żarówką imitującą białe zimne światło (dla mnie to w ogóle podstawa przy wyszywaniu),

- zdjęcia robię na jasnym tle - jeśli kanwę/kartkę/obrazek fotografuję w poziomie, to kładę pod nie zwykłą białą kartkę; jeśli w pionie - robię to na tle jasnej/białej ściany,

- jeśli publikuję na blogu postępy danej pracy (tak było przy Belle & Boo czy truskawkach DFEA), to zdjęcia robię rano, przed przystąpieniem tego dnia do pracy, a nie wieczorem po jej skończeniu - różnica kilku godzin, ale zdjęcia naprawdę wyglądają lepiej jeśli się je robi za dnia.

Mam nadzieję, że może komuś pomogłam... i że nie wywołam tym wpisem wielkiej burzy w blogowym świecie...
Tak jak pisałam na początku - są to MOJE odczucia i obserwacje. Nikogo nie atakuję, nie krytykuję i nikomu niczego nie narzucam.

Zapraszam do dyskusji w komentarzach :)

07 lutego 2015

Mój sposób na... równe krzyżyki

Jakiś czas temu koleżanka na facebooku zapytała mnie: "(...)szczerze podziwiam te równe krzyżyki i proste, ładnie naciągnięte backstitche. Przyznaj się, jak to robisz?"
To pytanie czy zdziwienie co jakiś czas pojawia się też w komentarzach.
Postanowiłam więc napisać jak to jest z moim wyszywaniem ;)


Przede wszystkim - przedstawię mój punkt widzenia i moje sposoby na wyszywanie. Wiele osób może mieć inne zdanie lub wręcz nie zgadzać się z tym, co napiszę. To tak jak ze wszystkim - ile nas, tyle opinii.
Nikomu nie narzucam mojego sposobu myślenia. Postaram się tylko zaspokoić ciekawość niektórych moich czytelników.

W tym miesiącu mija 20 lat od kiedy zaczęła się moja przygoda z haftem krzyżykowym. Kiedy zaczynałam nie było jeszcze internetu. Nie miałam więc gdzie podpatrzeć jak robią to inni. Krzyżyki stawiałam tak, jak u miałam. Najczęściej każdy w inną stronę. Do tego dochodziły supełki na początku i końcu nici oraz wąziutkie marginesy wokół obrazka.

Początki były trudne, ale z biegiem lat udoskonaliłam swój warsztat i teraz naprawdę jestem dumna z tego, co tworzę.

Wiele zależy od tego, czy wyszywamy każdy krzyżyk osobno czy stosujemy metodą półkrzyżyków i w którą stronę prowadzimy ścieg kryjący. Główną zasadą jest konsekwencja. Równe ułożenie krzyżyków na prawej stronie pracy gwarantuje, że na lewej stronie nie będzie plątaniny nici.
Należy również pamiętać o używaniu igieł o rozmiarach dopasowanych do gęstości materiału (im wyższy numer tym mniejsza i cieńsza igła).

Pamiętam swoje zdziwienie, kiedy jakieś 15 lat temu znalazłam w którejś z hafciarskich gazet zdjęcie podobne do tego:

Zdjęcie znalezione tutaj

Pomyślałam wtedy, że w życiu nie będę tak wyszywać! Że jak to tak: najpierw pół krzyżyka a potem drugie pół?! Zdanie zmieniłam dość szybko - wystarczyło spróbować. Dziś nie wyobrażam sobie, by stawiać krzyżyki inaczej.

Stawianie krzyżyków w ten sposób (spodni ścieg ze strony lewej na prawą, a kryjący z prawej na lewą) jest dla mnie logiczne. To tak jak z czytaniem - czytamy przecież od lewej strony do prawej. Wyszywałam też w przeciwną stronę - w którymś RR - nie było to dla mnie ani ładne, ani wygodne.

Nitkę zahaczam na prawej stronie. Szczegółową instrukcję pokazałam TUTAJ.


Nie robię supełków na początku nici i nie muszę pamiętać o przytrzymywaniu jej początku. Koniec nici zahaczam o kilka spodnich ściegów i zostawiam kilkumilimetrową końcówkę (zawsze robię to do góry nogami ;) ):


Wyszywam od góry do dołu. Od strony lewej do prawej. Ale pierwsze krzyżyki na materiale pojawiają się w różnych miejscach - i rzadko jest to lewy górny róg wzoru ;) Wybieram większy element we wzorze i od niego zaczynam.
Prowadzenie nici z góry na dół jest dla mnie logiczne - dzięki temu nici układają się naturalnie, a nie są ciągnięte w górę przy przechodzeniu do następnego rzędu:




 Tak wygląda tył:


Nie przeciągam nici na lewej stronie dłużej niż na 1,5 centymetra. Wolę nitkę zakończyć i zacząć w kolejnym miejscu - unikam w ten sposób naciągania materiału i plątaniny nici.

Najczęściej sięgam po Aidę 16ct lub 18ct albo len 32ct. Na taką gęstość materiału wybieram dwie nitki muliny. Zawsze pilnuję, by nici układały się równolegle, płasko i aby nie były poskręcane. Zdarza się, że jeśli krzyżyk wyjdzie mi krzywo to pruję go i wyszywam na nowo - dopóki nie wygląda tak, jak powinien ;)



Aby uzyskać równe krzyżyki można też skorzystać z metody zwanej railroading. Sięgam po nią tylko na Aidzie 14ct - gwarantuje mi to równe krzyżyki i brak prześwitów. Można o tym przeczytać TUTAJ. Metoda ta sprawdza się tylko przy parzystej liczbie nici.

Moja kolejność ściegów: krzyżyki, półkrzyżyki, backstitche, dodatkowe ściegi (french knoty, eyelet diamonds, spider's web etc. - będzie o nich osobny post) i koraliki.

Backstitche, czyli kontury wyszywam 1 nitką. Używam do nich igły w rozm. 28 (ale zasada jest taka, by robić je igłą o jeden rozmiar cieńszą niż krzyżyki).
Nitkę zahaczam zawsze na lewej stronie. Przy jej początku i końcu robię maleńki supełek.
Wbrew pozorom nie stosuję ściegu za igłą. Jest to sposób podpatrzony u którejś koleżanki - przy okazji jednego z RR.
Aby kontury wyglądały naturalnie nie stawiam ściegów co jedną kratkę. Wolę dłuższe linie - ale tak naprawdę wszystko zależy od tego, co pokazuje wzór. Czasem zdarza mi się improwizować...

Mam nadzieję, że poniższy kolaż pozwoli Wam zrozumieć jak to robię. Dzięki tej metodzie na lewej stronie uzyskuję taki efekt jak na zdjęciu nr 6:


Jednym z podstawowych akcesoriów, bez których nie wyobrażam sobie wyszywania, jest tamborek. O wiele wygodniej wyszywa mi się, kiedy mam sztywny i dobrze napięty materiał. W rękach wyszywam tylko maleństwa na kartki (przede wszystkim darmowe zestawy dołączane do gazet) - bardzo mi wtedy niewygodnie i ręce mi szybko drętwieją.
Przy wymierzaniu materiału staram się zachować 4-5 centymetrów marginesu. Przydaje się to przy mocowaniu tamborka i nie martwię się, że będzie problem z oprawieniem obrazka czy zrobieniem kartki. Wolę odciąć zbędny materiał niż denerwować się przy wyszywaniu.


Z tamborkiem trzeba jednak uważać - może zdarzyć się tak, że przy większym hafcie krzyżyki będą zniekształcane przez obejmę.
Co prawda nie wyszywam dużych wzorów, ale może mój sposób dotyczący maleństw i średniaków komuś się przyda.
Odkładając haft na jakiś czas (na dłuższą chwilę czy kończąc wyszywanie danego dnia), ściągam tamborek z materiału. Dzięki temu nie gniecie się on niepotrzebnie w momencie, gdy się nim nie zajmuję.
Innym sposobem jest założenie tamborka na lewą stronę. Jest to mniej wygodne, ale krzyżyki rzeczywiście mniej się przy tym gniotą.


Mnie się wydaje, że to wszystko jest proste i logiczne ;) Ale zdaję sobie sprawę, że nie dla każdego może tak być.
Podzielcie się w komentarzach tym, jak Wy to robicie. Może ktoś dowiedział się z mojego postu czegoś nowego? Dajcie znać, czy skorzystałyście z któregoś z moich sposobów.

28 lipca 2014

Kto to taki? Biscorniaki!

W oryginale były oczywiście Kasztaniaki, czyli kasztanowe ludki - ale taka parafraza idealnie nadaje się na tytuł tego posta :)

O makowym biscornu już kiedyś pisałam, do poczytania TUTAJ.

Poppy Biscornu by Faby Reilly
Zweigart Belfast Linen 32ct, kolor Antique White
Nici DMC (bawełniane i metalizowane)
Czarne koraliki

Tym razem jednak przygotowałam tutorial jak zszyć taki igielnik. Poza tym - będzie mnóstwo zdjęć :)

Tworzenie biscornu zaczynam od wyszycia ramki. Jeśli korzystamy z gotowego wzoru, nie musimy martwić się o wymiary. Jeżeli jednak pokusimy się o stworzenie czegoś własnego, musimy pamiętać o niezwykle istotnej sprawie - ramka musi składać się z parzystej liczby ściegów i być kwadratowa (dotyczy to oczywiście przodu i tyłu).


Biscornu z krzyżykami i backstitchami:


Po dodaniu koralików, złotej nitki, ściegów Diamond Eyelet i Spider Web oraz petitków:











Po wypraniu, wysuszeniu i prasowaniu (trzeba uważać na koraliki!) odcinam nadmiar materiału, zostawiając ok. centymetra od brzegu:




Zaginam materiał wzdłuż ramki:



W taki sposób należy ustawić przód i tył aby zacząć zszywanie:


Nitkę zahaczam od spodu - na części którą będę zszywać od brzegu. Wyznaczam połowę na drugim kawałku materiału i tam wbijam igłę. Pomocne jest liczenie każdego zszywanego ściegu - aby się nie pomylić:


Przy zszywaniu wykorzystuję ścieg na okrętkę, igłę zawsze wbijam w ten sam sposób:



Zszywanie poszczególnych brzegów:






Na wypchanie zostawiam mniej więcej tyle miejsca (jedna ćwiartka i jedna połówka):



Do wypełnienia biscornu używam... wkładu do zwykłego jaśka z IKEA:


Tak wygląda po zszyciu:





Wybieram dwa pasujące (do siebie i do biscornu) guziczki:


Nitkę staram się zahaczyć na środku górnej części. Jednym ściegiem przymocowuję guzik:


Do spodniej części, jak najbardziej na środku, przykładam drugi guzik i tak ściskam biscornu, aby igła trafiła w otwór guzika. Wykonuję kilka takich ściegów, aby guziczki mocno się trzymały, a na środku biscornu zrobiło się wgłębienie:


Oto gotowe biscornu:



Na prośbę koleżanki wykonałam dwa znane mi już biscornu - makowe i jabłkowe. W produkcji jest już kolejne ;)


Apple Blossom Biscornu by Faby Reilly
Zweigart Belfast Linen 32ct, kolor Antique White
Nici DMC, koraliki Mill Hill




Mam nadzieję, że udało mi się przybliżyć kulisy tworzenia takich cudeniek. Zasada jest podobna jak przy zszywaniu zawieszek, tutaj trzeba jednak pamiętać o odpowiednim ustawieniu kawałków materiałów - to właśnie taki sposób szycia czyni te poduszeczki tak wyjątkowymi :)